Inspiracje

Dbanie o siebie

Ostatnie tygodnie to był dla mnie intensywny czas pracy nad sobą, który zaowocował zarówno głębszym zrozumieniem i docenieniem siebie i swojej drogi, jak i dostrzeżeniem i uszanowaniem potrzeb, które do tej pory lekceważyłam lub też zajmowałam się nimi w nieskuteczny sposób. To wszystko sprawiło, że wiele myślałam na temat dbania o sobie w szerokim kontekście. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami.

Dla osób, które w dzieciństwie dostały wystarczająco dużo miłości, troski i życzliwej uwagi, dbanie o siebie jest oczywiste i naturalne.

Czują się ważne, że ich potrzeby i uczucia są ważne i mają prawo o nie dbać. Może nie wszystkich swoich potrzeb są równie świadome, ale mają w sobie fundament, który pozwoli im łatwiej je odkryć i zaspokoić.

Jednak osoba, która wyszła z domu dysfunkcyjnego odebrała skrajnie odmienną lekcję. Przyzwyczajona do tego, że wszystko kręci się wokół potrzeb czy problemów zaburzonego rodzica, czasem nie tylko nie potrafi, nie ma nawyku zaspokajania swoich potrzeb, ale często nawet nie jest świadoma, że je ma. Pojęcie „dbania o siebie” rozumie intelektualnie, ale jest ono abstrakcją. W najlepszym wypadku kojarzy się ono ze spełnianiem swoich zachcianek.

W przypadku gdy uzależnienie czy inny problem rodzica sprawiał, że nie dbał on o dziecko nawet w podstawowych obszarach, to będąc dorosłym, niby w pełni władz umysłowych, można nie potrafić rozpoznać czy jesteśmy głodni.

Można nie mieć rozwiniętych nawet podstawowych umiejętności dbania o swoje ciało, bo po pierwsze nikt nas tego nie nauczył, po drugie nie powiedział nam, że jest to ważne.

A by przetrwać, świadomość swoich potrzeb stłumiliśmy. Jeśli do tego konieczność zajęcia się dzieckiem była traktowana przez rodzica jako obciążenie, każdy wydatek na nie, jako irytujący koszt, to dziecko samo nauczy się minimalizować swoje potrzeby by nie „robić problemu” innym. Będzie to wręcz traktowane jako cnotę. Dowód wewnętrznej siły i postawa godna naśladowania.

U mnie w domu za wzór stawiana była babcia, która po wyjściu ze szpitala, gdzie miała poważną operację, usiadła na 5 min, po czym wstała i ugotowała obiad dla całej rodziny na tydzień! Heroina po prostu.

Jak przy takim wzorze wziąć zwolnienie z pracy, nawet gdy widzimy podwójnie i gorączka odbiera nam zdolność myślenia? Przecież POWINNAM sobie poradzić, tak samo jak w dzieciństwie POWINNAM sobie radzić sama, bez ”zawracania głowy” rodziców. Ale oczekiwania rodziny to nie dowód na możliwość ich zaspokojenia! Jestem człowiekiem a nie jakimś cyborgiem bez uczuć i fizycznych potrzeb. Potrzeby i ograniczenia ludzkiego ciała i psychiki są czymś normalnym, co trzeba uszanować, a nie naszą słabością, którą moglibyśmy zwalczyć, gdybyśmy tylko się wystarczająco postarali.

Jak cieszyć się z kupienia sobie czegoś, jeśli przy wyrażaniu swoich pragnień byliśmy krytykowani za egoizm, a jedyne momenty docenienia były za to, że nie myśląc o sobie „tak dzielnie” pomagaliśmy rodzinie? Jeśli nasze potrzeby nie były ważne dla naszej rodziny, to nie widzieli oni żadnej korzyści w ich zaspokojeniu, nie potrafili się tym cieszyć. A my tą mentalność przejęliśmy. Ale to, że coś nie było korzystne dla naszych rodziców, nie znaczy, że nie było dobre dla nas.

Nie dość, że nie mamy wypracowanych zdrowych nawyków, to jeszcze przy każdej próbie zadbania o siebie towarzyszy nam poczucie winy.

Nie wolno nam poświęcać zasobów, nawet własnych – czasu i pieniędzy, na robienie tego co trzeba by o siebie zadbać, czy to będzie czas na ćwiczenia, czy zabiegi dentystyczne. POWINNIŚMY sobie radzić bez tego, a jednocześnie będziemy rozliczani, teraz już zinternalizowanym głosem rodzicielskim, za to, że sobie nie radzimy, za to, że mamy z czymś problem. Ale tutaj myślenie życzeniowe nie działa – jak nie będziesz dbać o siebie, robić to co jest realnie potrzebne, co działa, to będziesz zaniedbana, a konsekwencje tego będą narastać. Nieprzytomnie wierząc, że to z nami jest problem, że rodzic chce dobrze, że jego słowa mają sens, możemy nie dostrzec, że jego oczekiwania są nierealne i często sprzeczne. Jako dorośli mamy już zdolności umysłowe by to zrozumieć i wybrać, na czym NAM najbardziej zależy.

Najczęściej potrzeba solidnej terapii DDA/ DDD by się z tego matriksu mentalnego wymotać. Podnieść poczucie własnej wartości na tyle by uznać, że MAMY PRAWO do dbania o siebie. Zrozumieć, że w dzieciństwie rodzice mieli OBOWIĄZEK dbać o nas, nie robili nam łaski. Nasze potrzeby były naturalne dla danego etapu rozwojowego, dla ludzkiej natury. To, że się rodzice ze swoich obowiązków nie wywiązywali, nie oznacza, że przyczyna była po naszej stronie. Wynikało to z ich zaburzeń i ograniczeń. Ale przeszłości już nie zmienimy, od nich już nie dostaniemy tego czego nam brakowało. Warto to opłakać, uznać naszą krzywdę.

Musimy nadrobić zaległości rozwojowe – wziąć odpowiedzialność za zaspokojenie swoich potrzeb i uczyć się jak to robić.

Tutaj przydaje się tzw. terapia wewnętrznego dziecka. Dostrzeżenie, uznanie uczuć i potrzeb, tej części naszej psychiki, która w dzieciństwie została zaniedbana, wyparta i nie mogła dojrzeć, a my nie nauczyliśmy się korzystać z jej potencjału. Za pomocą różnego rodzaju wizualizacji czy innych technik, możemy nawiązać z nią kontakt, uświadomić sobie nasze emocjonalne potrzeby i zacząć je zaspokajać.

Ale to nie jest takie proste w praktyce. Na drodze do nauczenia się dbania o siebie jest wiele pułapek. Wspomnę o kilku z nich.

Media przekonują nas, że dbanie o siebie to kupowanie sobie tego co sprawi nam przyjemność. Czy to będzie przysmak, nowy kosmetyk czy ładne ubranie. Ci, którzy zarabiają na ich sprzedaży mają w tym konkretny zysk. Czasem powoduje to, że wpadamy w pułapkę kupując sobie coraz więcej, licząc na to, że uczyni nas to coraz szczęśliwszymi. Ale to tak nie działa. Przyjemność z kąpieli z bąbelkami, pysznej kawy czy nowej sukienki jest krótkotrwała. Co nie oznacza, że nie warto jej sobie dawać od czasu do czasu, ale nie zastąpi ona zadbania o ważne dla nas dziedziny naszego życia. Dawania sobie czegoś głębszego, niż powierzchowne przyjemności.

A jednocześnie mamy prawo za własne, zarobione pieniądze, kupić sobie coś, nawet drogiego, na czym nam zależy. Choć można żyć bez tego. Ale właśnie ze zgody na zaspokajanie swoich materialnych potrzeb wypływa motywacja, by zarabiać pieniądze, które na to pozwolą. Inaczej, jeśli pozwalamy sobie tylko na przetrwanie, to po co się starać? Pod mostem też da się żyć…

Warto rozdzielić naszą potrzebę – często emocjonalną, od pierwszego sposobu jej zaspokojenia jaki przyjdzie nam do głowy.

Warto szukać też innych, zdrowszych. Mniej związanych z obiegową opinią co dana rzecz powinna nam dać, a bardziej z tym jak realnie się z tym czujemy.

Wiele potrzeb, zwłaszcza tych emocjonalnych niezaspokojonych w dzieciństwie, wymaga zaspokojenia za pomocą technik terapeutycznych.

Nie będziemy mieć już nowej mamy czy nowego ojca. Przyczepianie się do kolejnych partnerów licząc na to, że w końcu da nam to za czym tęsknimy od tak dawna, prowadzi tylko do rozczarowania. Nikt inny nam nic nie da, jeśli wpierw sami sobie tego nie damy. Bo nawet jak dają, to nie potrafimy przyjąć i się tym cieszyć. Wpierw musimy wyleczyć ranę z dzieciństwa i poczucie braku. Wtedy po pierwsze nie potrzebujemy już dostawać z zewnątrz tak wiele, bo potrafimy sami sobie to dać, ale też potrafimy się cieszyć tym co do nas płynie, a płynie coraz więcej, bo zamiast braku mamy w sobie otwartość i docenienie.

Dlaczego mamy opierać się na docenieniu ze strony innych, skoro to ze sobą spędzamy 24h na dobę? To w nas jest najsurowszy krytyk, powtarzający w kółko słowa rodziców i innych ważnych dla nas osób, że nic nie potrafimy zrobić dobrze, że inni są od nas lepsi (taktyk krytyka jest wiele). Każdy ma potrzebę bycia docenianym zarówno jako człowiek – że jest wartościowy, cenny, ważny sam w sobie, jak i dotyczącą naszych konkretnych umiejętności i osiągnięć. Możemy nauczyć się doceniać swoje sukcesy dnia codziennego, postępy, działania i naprawdę nimi cieszyć. A to, że jesteśmy dla siebie ważni, najważniejsi, okazywać sobie na każdym kroku.

Nie ma idealnych rozwiązań, uniwersalnych wskazówek co i jak robić. Wszystko zależy też od tego z jakiego poziomu startujemy, jak traktowaliśmy się wcześniej.

To co zdumiewa na początku drogi ku zaspokojeniu potrzeb, to odkrycie, że mamy ich tak wiele…. A czasem nawet są one sprzeczne. Dbanie o siebie…. Siebie czyli kogo? Im bardziej się w siebie zagłębiamy, tym więcej wewnętrznych głosów słyszymy. Ludzka psychika to skomplikowany twór, mamy różne pod-osobowości, pełnimy różne role życiowe, każda ma swoje potrzeby i interesy. Warto je poznać i nauczyć się je szanować, ale też balansować. Wypracowując to czego nam zabrakło – wewnętrzne głosy dojrzałych, wspierających rodziców.

Dla osoby, która do tej pory zapieprzała jak mały robocik, traktując odpoczynek jako stratę czasu a swoje potrzeby jako fanaberię, 15 min spędzone przy kawie i ciastku będzie celebrowaniem bycia, uszanowaniem potrzeby odpoczynku, drobnych przyjemności. Afirmacją w działaniu – ja jestem dla siebie ważna. Tu zaczynamy budować wewnętrzną, życzliwą wspierającą mamę.

Podczas gdy ktoś, kto zrozumiał pracę z wewnętrznym dzieckiem jako uleganie wszelkim zachciewajkom i natychmiastowe spełnianie wszelkich „chce mi się” i „nie chce mi się”, więcej by skorzystał gdyby przeszedł do wzmacniania swojego wewnętrznego ojca. Uczył się życzliwie lecz stanowczo, mobilizować się do konstruktywnego działania, które nie zawsze jest przyjemne w chwili obecnej, ale przynosi nam długoterminową korzyść – jak zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa finansowego (praca), zdrowia i dobrej kondycji (regularne ćwiczenia).

Mamy potrzeby wewnętrznego dziecka, ale też potrzeby dorosłego, którym jesteśmy teraz.

Jedne nie mogą przysłonić drugich. Może nie chcieć mi się iść do pracy, mogę sobie czasem dać więcej luzu i pomyśleć nad dokonaniem zmian, by praca była czymś co mnie rozwija, wyraża i odbywa się w maksymalnie lekki i przyjemny sposób, ale rachunki nie zapłacą się same, w jakiś sposób trzeba na nie zarobić. Dziecko nie rozumie potrzeb i obowiązków dorosłego życia i nie musi. To dorosły w nas ma życzliwe uznać potrzeby dziecka, ale też stawiać granice. Wybierać taki sposób i czas ich zaspokojenia, by to było dla nas korzystne także w dłuższej perspektywie. Wymaga to wprawy.

Warto dać sobie czas dla siebie.

Dla robienia rzeczy, które nie koniecznie się opłacają i dają jakąś wymierną korzyść, ale poruszają naszą duszę, sprawiają, że wewnętrzne dziecko skacze z radości. Czas TYLKO dla siebie. Na to co w danym momencie będzie potrzebne. Co czasem będzie oznaczać siedzenie i gapienie się na ogródek; eksperymentowanie w kuchni; malowanie, chociaż ludzie na obrazku wyglądają jak potwory z kosmosu 😉 , bo zdolności nie mamy żadnych, ale tworzenie nas relaksuje i rozwija. Cokolwiek – z pełną zgodą i akceptacją. Mamy w sobie potrzebę ciekawości, rozwoju, zabawy, odpoczynku – jest ich wiele i każda zasługuje na uznanie i zaspokojenie.

Warto dbanie o nasze zdrowie i dobrostan psychiczny potraktować jako stały element dnia i życia.

Rodzaj obowiązku wobec siebie. Czy to będzie regularna gimnastyka, medytacja by lepiej radzić sobie ze stresem czy regularne przeglądy i zabiegi medyczne.

Często wyrazem dbania o siebie będzie zrobienie nie tego co przyjemne, ale co jest potrzebne by zadbać o swoje zdrowie czy interesy – wykonanie rozmowy z szefem, zmiana pracy, zerwanie toksycznej relacji.

Są konkretne rzeczy, które trzeba zrobić by o siebie zadbać, ale na co dzień, najważniejsze jest to z jakim nastawieniem coś robimy. Można ćwiczyć co chwile wypominając sobie wagę, wyzywając się od grubasów, albo mówiąc do siebie życzliwie, traktując to jako wyraz miłości do siebie i dbanie o swoje zdrowie.

Dbam o siebie nie dlatego, że niezadbana, nieidealna nie zasługuję na to by mnie kochać, więc muszę się zmienić. Ale dlatego, że TERAZ, taką jaką jestem się kocham i zasługuję na to co najlepsze. Także na zaspokojenie swojej potrzeby by dobrze czuć się w swoim ciele. Samodyscyplina jest wyrazem miłości do siebie – jestem godna by poświęcać mi czas, uwagę i inne zasoby. To, że rodzice uważali i mówili inaczej, to były ich przekonania.

Ja decyduję, że jestem ważna i warta MOJEGO czasu i MOICH pieniędzy.

Choćby się waliło i paliło, to ma być świętość. Czasem 5 min jak padamy na twarz, czasem kilka godzin jak mamy czasu więcej, ale zawsze pamiętajmy o sobie i bądźmy dla siebie ważni.

Niektórzy w tym momencie zaczynają się bać, że takie podejście doprowadzi do stania się skrajnym egoistą, skupienia na sobie i lekceważeniu potrzeb innych – ktoś kto miał uzależnionego czy narcystycznego rodzica, wie jakie to przykre dla otoczenia takiej osoby. Owszem, może być tak, że w procesie terapeutycznym będziemy bardziej skupieni na sobie i na początku jeszcze nie będziemy potrafili zawsze znaleźć balansu między różnymi potrzebami i obowiązkami, ale to minie. Dawać można z pełnej studni, czasem trzeba wpierw włożyć dużo pracy by swoją napełnić.

Podstawowa różnica między naszymi rodzicami i nami jest taka, że my bierzemy odpowiedzialność za zaspokajanie swoich potrzeb a nie przerzucamy ją na innych.

Ja mam prawo dysponować swoim czasem i zasobami, ale nie mam prawa zmuszać do czegokolwiek innych. Prosić mogę. To wymaga poczucia i uszanowania granic między nami a innymi ludźmi.

Drugi ważny aspekt – pozwalamy sobie uświadomić WSZYSTKIE swoje potrzeby i realistycznie ocenić co jest potrzebne do ich zaspokojenia. Mamy potrzeby społeczne. Bycia w dobrych relacjach. Bycia dobrym rodzicem. Pewne relacje nam się zakończą przez sam fakt, że przestajemy dać się wykorzystywać i zaczynamy zachowywać się coraz bardziej asertywnie. Niektóre ulegną przeobrażeniu, ustalimy nowe, zdrowsze zasady. Pojawią się też w naszym życiu nowi ludzie, gotowi na bardziej partnerskie układy, do których wcześniej nie byliśmy zdolni. Dorośli ludzie budują relacje na zasadach wzajemności. Więc by było dobrze, my też musimy mieć swój wkład. Czyli dbanie o relację jest zaspokajaniem swoich potrzeb, które zrealizujemy tylko w relacji z drugą osobą.

Dbanie o drugą osobę, sprawianie jej przyjemności jest zaspokajaniem swoich potrzeb kochania, opiekowania się, bycia potrzebnym i innych.

Gdyby nasz rodzic naprawdę uznał i świadomie dbał o swoje potrzeby to by sięgnął po bezpośrednie, skuteczne, zdrowe metody. Ale nie dał sobie na to zgody, miał więc do dyspozycji tylko szkodliwe metody zastępcze. My możemy wybrać to co naprawdę działa, naprawdę nam służy, naprawdę czyni nasze życie lepszym. A jak przy okazji inni też na tym korzystają, to super! Potrzeby duchowe, realizowania Najwyższego Dobra i rozwijanie uczuć wyższych są bardzo ważne, ale droga do nich idzie przez ukochanie siebie a nie umniejszanie.

Jak Ty o siebie nie zadbasz, nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Nie musisz czekać, aż udowodnisz, że jesteś wystarczająco „jakaś”. To, że nie można Cię traktować lepiej, dawać Ci miłości, szacunku i dbać o zaspokojenie Twoich potrzeb, bo jesteś taka czy owaka, to była tylko wymówka Twoich rodziców, przykrywająca prawdę, że oni nie potrafili a czasem nawet nie chcieli Ci dać tego, czego potrzebowałaś. Teraz możesz to dostrzec, zaakceptować. Przestać definiować się i patrzeć na siebie oczami innych osób.

To Twoje życie, Twój czas, Twoje pieniądze, Twoje potrzeby. Tylko ty wiesz co robisz i dlaczego. Jak ktoś nie rozumie Twoich wyborów i działań, to nie szkodzi, on ma swoje potrzeby i swoją drogę, nie musi rozumieć Twojej. Takie podejście daje dużo luzu. Warto też szanować drogę i potrzeby innych ludzi. Dopóki nie przekraczają naszych granic, mają do nich prawo. Szanując wewnętrzne dziecko w innych ludziach, szanujemy też swoje.

Życzę wam byście dbali o siebie w najwspanialszy i najskuteczniejszy dla Was sposób.

Podziel się linkiem:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

2 komentarze

  • Anonim

    Pani Agnieszko, pięknie pani pisze. Przemawia to całkowicie do mojej duszy. Ja właśnie jestem takim skrzywdzonym ,krytykowanym dzieckiem i mimo że mam już … dziesiąt lat nie mogę sobie z tym poradzić, a wręcz to się nasila. Po prostu rolę ojca, który nie żyje ponad 20 lat przejęli jego następcy. Mimo, że jestem już osobą dojrzałą w sensie wieku reaguję wciąż po dziecięcemu na krytykę. Tracę równowagę emocjonalną, płaczę, krzyczę, mam OGROMNE poczucie winy że taka jestem jaka jestem. Że nie potrafię słuchać w spokoju jak ktoś mi coś zarzuca tylko w roztrzęsieniu reaguję też agresją. Chciałabym umieć być spokojna i odpowiedzieć rzeczowo temu komuś, że to on nie ma racji.
    Jak zmienić postawę agresora, który uważa zawsze że jest w porządku a inni są źli. Są w moim bliskim otoczeniu tacy ludzie.

    • Agnieszka Sulikowska

      Witaj. Dziękuję za miłe słowa. Natomiast odpowiedź przyjemna nie będzie – nie da się zmienić agresora, można tylko stawiać granice agresji. Warto przyjrzeć się swoim emocjom – na ile są adekwatną reakcją na przekraczanie naszych granic, a na ile więcej mówią o jakiś naszych osobistych słabościach i ranach z przeszłości. Warto mieć w sobie zgodę na siebie i akceptować, że druga osoba może mieć na nasz temat inne zdanie, nawet złe i ma do tego prawo, nie ma prawa nas poniżać i próbować zmienić. Ale to wymaga przepracowania samooceny. Jeśli przyczyną zachowań agresora jest narcyzm, to wszelkie dyskusje można sobie od razu darować. Nie da się osoby z tak silnymi mechanizmami obronnymi i tak wytrenowanej w manipulacji przekonać do czegokolwiek. A koszt próbowania jest ogromny. Pani będzie coraz słabsza, a narcyz próbę udowodnienia mu, że się myli/coś zrobił nie tak, odbiera jako atak na siebie nieuzasadniony i czuje się uprawniony do nawet bardzo brutalnej obrony. Lepiej zadbać o siebie, zastanowić się dlaczego nas postawa takiej osoby tak rusza, co nas przy niej trzyma i się wzmocnić na tyle by uniezależnić swoje samopoczucie i samoocenę od cudzej aprobaty. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.