Inspiracje

Ja kontra cały świat

Tak często czują się małe, a także te całkiem dorosłe dzieci dysfunkcyjnych rodziców. Latami, gdy odważają się powiedzieć komuś o tym co się dzieje w domu, co jest dla nich trudne i w czym nie dostają pomocy, spotykają się w najlepszym wypadku z niezrozumieniem. Bywa jednak, że z oskarżeniami – jak mogą oczerniać rodziców, insynuować taaakie rzeczy.

Tylko, że to żadna insynuacja. Za zamkniętymi drzwiami wielu domów kryją się dramaty, o których nie przyszło by nam nawet do głowy. Ale dla dzieci tam mieszkających stanowią tragiczną rzeczywistość, z którą muszą mierzyć się całkiem same. A to ponad ich możliwości emocjonalne i intelektualne.

Społeczeństwo już się trochę oswoiło z tematem alkoholizmu u mężczyzn i łatwiej akceptuje, że ojciec może pić i bić. Gorzej, gdy katem jest matka, zwłaszcza gdy z narcystycznym zacięciem na zewnątrz budowała wizerunek matki idealnej. Ludzie potrafią bagatelizować nawet pobicie. Gdy siniaki i pręgi są niepodważalnym dowodem tego co się stało, zawsze można zakwestionować kontekst, jakby cokolwiek usprawiedliwiało katowanie własnego dziecka. Jeszcze gorzej jak dowodów nie ma wcale. Gdy raniły nas nikczemne oskarżenia, wyzwiska dzwoniące w uszach, ciągła krytyka i okazywana na różny sposób pogarda.

Dziecku trudno nawet nazwać co się naprawdę dzieje.

Zrozumieć, że rodzic używa je by poprawić sobie samopoczucie. Dostrzec, że rodzic kłamie by manipulować, że wbija dziecko w rolę, która jemu samemu jest z jakiś powodów potrzebna, nie patrząc jakim kosztem dziecka się to odbywa. Dziecko zawsze uwierzy, że zasłużyło na przynajmniej większość zadawanego bólu. Jeśli zwraca się o pomoc do świata, tzn. że jest już naprawdę źle. Bo samo w sobie musi przełamać wstyd i przymus lojalności. Choć w części zakwestionować fakt, że ma dobrego rodzica, a potrzebuje mieć tego choćby złudzenie.

Wpierw próbuje postawić granice i powiedzieć jak się czuje rodzicowi. Jednak jeśli ktoś na tyle nie miał empatii i przyzwoitości by krzywdzić dziecko i go potem nawet nie przeprosić, to na oskarżenia zareaguje agresją. Drugi rodzic współuzależniony, często tolerujący przemoc a niekiedy sam ją stosujący wobec dzieci, też będzie stał na straży systemu rodzinnego. Rodzeństwo może bać się wychylić, by nie popaść w niełaskę. Zresztą i tak nie są w stanie realnie nic zmienić.

Często dysfunkcja sięga głębiej i także dziadkowie, wujostwo i dalsze kręgi rodzinne mają podobny problem, więc także z tamtej strony można usłyszeć, że się przesadza, histeryzuje, jest wyrodnym dzieckiem i niewdzięcznikiem, przecież rodzice tyle dla niego… W ten sposób dziecko nie dość, że nie dostaje wsparcia jakie potrzebuje, to jeszcze zostaje obwinione i karane. Nazywa się to wtórną wiktymizacją, czasem bardziej bolesną niż ta pierwsza, bo oznacza, że CAŁY (dla dziecka rodzina to jego cały świat) uważa, że wszystko jest ok, to tylko z nim jest coś nie tak.

Kwestionowanie wspomnień, myśli i uczuć dziecka to jedna z najbardziej destrukcyjnych manipulacji, która wpływa na zaufanie dziecka do siebie, a czasem i na jego zdrowie psychiczne. Dziecko bez wsparcia z zewnątrz, nie jest w stanie się do końca przed takimi manipulacjami ochronić.

Trzeba mieć bardzo wiele siły wewnętrznej by przy takiej presji pozostać wiernym wewnętrznej prawdzie.

Jeśli nie ma choć jednego życzliwego świadka, dorosłej osoby, która potwierdzi naszą rzeczywistość, da walidację naszym emocjom – powie, że mamy prawo się tak czuć, że zachowanie rodzica to nie nasza wina – ból i napięcie wewnętrzne są tak silne, że by przetrwać dziecko często łamie się, wypiera prawdę, bierze winę na siebie.

Te dzieci, które dostały dość wsparcia lub są na tyle silne by nie dać się całkiem złamać, mogą wycofać się z wrogiego świata i ochronić swoją prawdę w sobie lub z tym światem cały czas walczyć. Niestety obie drogi, choć pozwalają ochronić ważną część naszej osobowości, mają efekty uboczne. Mechanizmy obronne, które pozwoliły przetrwać w dzieciństwie, zaspokajały jakieś nasze potrzeby w jedyny dostępny wtedy sposób, są później autodestrukcyjne. Rozwój emocjonalny dziecka zostaje zaburzony, trauma zamrożona i po latach trzeba na terapii tym się zająć. Zazwyczaj też dziecko przyjmuje na siebie choć część negatywnych kodów rodzinnych lub samo dochodzi do wniosku, że coś z nim jest nie tak i jego nie da się kochać. Choć potem w dorosłym życiu walczy o uznanie i miłość, których mu odmawiano, nadal jest to z poziomu braku i oczekiwania, że musi dostać z zewnątrz by poczuć to w sobie. W jakiś sposób wywalczyć, zasłużyć.

Nawet bardzo uśpione wspomnienia zaczynają dochodzić do głosu gdy jesteśmy dorośli.

Czasem porusza je pojawienie się własnego dziecka i uświadomienie jak niewinna i bezbronna to istota, a my byliśmy tacy sami, jednak traktowano nas paskudnie.

Pojawia się wtedy chęć wyrzucenie z siebie prawdy. Uzyskania zrozumienia, akceptacji, solidarności z nami. Niestety gdy kierujemy te potrzeby w stronę systemu rodzinnego on broni się tak jak zawsze. Nie ważne jak dobierzemy słowa – rodzice, jeśli jeszcze żyją, zazwyczaj nie uznają naszej krzywdy, albo robią to połowicznie. Nie daje nam to ulgi takiej jakiej się spodziewaliśmy. A czasem tylko pogarsza sprawę.

Niekiedy przemoc i nadużycia się nie kończą wraz z naszą dorosłością.

My dalej tkwimy w roli ofiary, rodzina przekracza nasze granice, a my dopiero dzięki kontaktowi ze światem zewnętrznym, obserwowaniu tego jak żyją i traktują się inni ludzie, dzięki wiedzy dostępnej w książkach, na forach czy gdzieś indziej, odkrywamy, że to wcale nie jest normalne, że to są zachowania przemocowe. Wtedy dochodzi do głosu tłumiony latami gniew i żal (dobrze, jeśli dojdzie, bo czasem tłumimy go tak bardzo, że bez terapii nie mamy z nim kontaktu), pojawia się chęć nawet nie tylko uświadomienia rodzicowi co zrobił, ale też ukarania go w jakiś sposób. By nim potrząsnąć, by zobaczyć, że coś poczuł, bo najgorsze jest bycie niewidzialnym.

A czasem już nic od rodzica nie chcemy, tylko się ochronić, ale nie potrafimy rozróżnić pomiędzy karą a zwykłą konsekwencją w postaci ochłodzenia relacji by nie narażać się na kolejne nadużycia, oskarżamy się o złe intencje – sabotując działania zmierzające do wyrwania się ze spirali przemocy.

Próbując sprawić, by świat zobaczył „jaki rodzic jest”, uznał nasz ból, rozbijamy się o ten sam mur niezrozumienia co kiedyś.

Do tego często ubarwiony w pseudo-rozwojową otoczkę „nawet jeśli coś tam było to powinieneś wybaczyć”. Podczas gdy wybaczenie to długi proces, który musi się zacząć uznaniem i przeżyciem swojej krzywdy. Do końca.

Ludzie, którzy sami nie doświadczyli przemocy, mieli kochających rodziców lub też przemoc wobec siebie wyparli, zawsze będą filtrować to co mówimy przez to co znają, dzieląc naszą historię na 4 i doszukując się dobrych intencji i okoliczności łagodzących. Bo w ich świecie rodzic zawsze kocha i chce dobrze. Bez konkretnych dowodów w postaci nagrań, nie można się przebić do ich świadomości, a nawet i z nimi, bywa, że odrzucają informacje, które wywołują dysonans poznawczy. A są ludzie, którzy mają jakiś swój psychiczny lub życiowy interes w tym by odrzucać to co mówimy. Psycholodzy badali te mechanizmy i wiedzą jak silnie to działa. Większość ludzi stanie po stronie kata a nie ofiary – tak jest łatwiej.

Nie możemy oczekiwać zrozumienia u kogoś, w czyim interesie jest niezrozumienie.

Upton Sinclair

Z drugiej strony są ludzie, którzy znają naszych rodziców z innej strony. Paskudny ojciec czy matka mogą być sympatyczną koleżanką czy pomocnym kuzynem, fachowcem w swojej dziedzinie zawodowej. Cała agresja została ukierunkowana w naszą stronę i inni jej nie zaznali, nie mają jak nam uwierzyć, bo to co mówimy jest sprzeczne z ich wieloletnim doświadczeniem. Tak wielu psychologów nie jest w stanie rozpoznać manipulacji narcystycznych – jak ma to zrobić człowiek nieposiadający wiedzy, że można być tak dwulicowym, że to się naprawdę zdarza?

Nie każdy ma siły udźwignąć takie informacje

One naruszają ich poczucie bezpieczeństwa, są zbyt trudne by je przyjąć i przetrawić. Właściwym adresatem jest przygotowany do tego warsztatowo terapeuta. Można i warto też szukać kontaktu z ludźmi o podobnych doświadczeniach, którzy zrozumieją. Potrzeba wiele „wentylacji emocjonalnej” by zrzucić z siebie bagaż przeszłości. Dlatego przydaje się terapia grupowa i różnego rodzaju grupy wsparcia.

Ciężko czasem zaufać gdy tyle razy prosiło się o pomoc i dostawało tylko kopniaka, ale nie znaczy to, że tak musi być zawsze.

Jednak osób, którym można i warto mówić o doświadczeniach takiego kalibru, nie jest wiele i warto wybierać je mądrze. Stopniując udzielane informacje.

Zazwyczaj jednak bez wcześniejszego uporządkowania naszego stosunku do siebie, ciężko jest w ogóle na nie trafić, bo przyzwyczajeni do odrzucenia, odtwarzamy ten scenariusz wybierając do zwierzeń ludzi, którzy nas odrzucą. W nieskończoność przeżywamy na nowo ten ból, który domaga się uzdrowienia, działając w sposób, który to uzdrowienie uniemożliwia.

Gdy jesteśmy dorośli potrzebujemy przede wszystkim SWOJEGO zrozumienia.

SWOJEJ uwagi. SWOJEGO uznania tego co się stało. Zamiast szukać potwierdzenia tego u innych. Mamy uznać, że byliśmy ofiarą, ale wyjść z roli ofiary. Robić to co trzeba by o siebie zadbać, a nie czekać aż ktoś nas uratuje tak jak potrzebowaliśmy tego w dzieciństwie. Inaczej będziemy dalej odgrywać rolę ofiary w dorosłym życiu, często też goszcząc w pozostałych rolach dramatu – prześladowcy / kata lub ratownika.

Puszczając ból i napięcie z przeszłości, wychodząc z ograniczeń wzorców możemy się otwierać na dostrzeganie i przyjmowanie tego co dobre. Stawiając granice a czasem zrywając relacje z toksycznymi ludźmi, budując nowe relacje na innych niż w domu rodzinnym zasadach. Wtedy okazuje się, że świat może być całkiem przyjaznym miejscem, pełnym życzliwych ludzi.

To nie znaczy, że każdy zrozumie, uzna, wesprze. Ale będą w naszym życiu ludzie, którzy to potrafią, a postawa innych już nie będzie tak boleć. Pogodzeni z sobą i przeszłością, możemy pogodzić się ze światem. I dostrzec, że on w swojej ogromności nie jest przeciwko nam, za to my od dawna, tkwiąc w ograniczeniach przeszłości, byliśmy przeciwko niemu. Zamknięci na płynące do nas dobro. I kiedy wojna w nas się zakończy i na odzyskanym poczuciu własnej godności będziemy mogli zbudować poczucie zasługiwania, będziemy gotowi by z tego świata czerpać pełną garścią to co w nim najlepsze.

Pokoju i szczęścia Wam życzę.

Podziel się linkiem:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.