Archiwum z facebooka,  Inspiracje,  Osobiste

Piekło wewnętrzne

Najgorszym obciążeniem wyniesionym z dysfunkcyjnego domu jest to, że to piekło zabierasz ze sobą. Nie ważne jak daleko wyjedziesz, że zerwiesz kontakt. Dzień po dniu, każde Twoje działanie, każdy błąd i porażkę, prawdziwą lub urojoną, oceniają zinternalizowane głosy rodzicielskie. Wewnętrzny krytyk i kompilacja innych mechanizmów obronnych, które miały nam pomóc przetrwać w tak wrogim środowisku, stale nas oceniają, zawstydzają, gardzą, by wywrzeć presje na tyle silną, byś w końcu stała się taka „jak trzeba”, spełniła wszystkie werbalizowane i nie, wymagania domu rodzinnego i zasłużyła na miłość, szacunek i docenienie. Wreszcie była bezpieczna.

Ale to nie działa. Bo to nie w Tobie była przyczyna tego jak Cię traktowano i to nie w Twojej mocy było zmienienie zachowania rodziców.
Kiedyś jednak wzięcie winy na siebie dawało złudzenie kontroli i nieprzytomną nadzieję, że jak tylko wystarczająco się postarasz, to w końcu dostaniesz to, za czym tak bardzo tęskniłaś.

Ale nagrody nie ma, a koszt jest ogromny.

Pozwalając by wewnętrzny krytyk robił za narratora Twojego życia, funkcjonujesz w stanie permanentnej krytyki i odrzucenia. Traktujesz się tak źle, że gdybyś tak traktowała kogoś innego, groziłaby Ci odsiadka za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Ale Ty tak przywykłaś, że nie dostrzegasz w tym nic złego. Co więcej traktujesz tą krytykę jak prawdę objawioną, z góry reagując na swoje zachowanie automatycznie najsurowszą, najmniej życzliwą interpretacją. Nie dostrzegając, że to tylko opinia, niczym nie uzasadniona. Co więcej, projektujesz tą krytykę na innych. Przyzwyczajona, że CAŁY świat Cię odrzuca, wszędzie widzisz to odrzucenie. I często przez swoje zachowanie do niego doprowadzasz. W końcu „taka jesteś” – dziwna, bezwartościowa, wybrakowana, „nie taka” – jak można Cię traktować inaczej? Zabawne, że gdy w dorosłym życiu coraz więcej wokół Ciebie dobrych, doceniających i życzliwych ludzi, to ich słów i pełnych miłości działań często nie zauważasz, albo tylko w niewielkim stopniu. Lub też nawykowo potem tym bardziej sobie dowalasz racjonalizując, że pewnie mówią tak, bo wszystkiego nie widzą, bo są zaślepieni miłością, bo… cokolwiek. Najważniejsze by wrócić do tego co znane, stanu tak bolesnego, ale oswojonego. Który zawiera w sobie nadzieję, ale też brak jej spełnienia – tylko ciągłe staranie.

By z niego naprawdę wyjść, trzeba by zobaczyć rzeczywistość taką jaką ona jest:
– uznać skrzywdzenie w dzieciństwie. Dostrzec, że działania i wypowiedzi rodziców wynikały z ich zaburzenia / uzależnienia itp. a nie Twojej wadliwości i niezasługiwania na coś lepszego. Najtrudniejsze jest w tym pogodzenie się z bezsilnością, że nie ważne co zrobisz, nigdy na ich miłość i szacunek nie zasłużysz, bo nie byli do niego zdolni, a przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej tego potrzebowałaś. Dostrzec, uznać, wyrazić wszystkie emocje i uczucia z tym związane.
– Dostrzec, że teraz to przede wszystkim Ty sama się krzywdzisz. Jeśli odrzucenie przez innych tak silnie na nas działa, to ono jest w nas. Przekonania, że nie ma w Tobie nic wartościowego, że powinnaś być inna itp. – one są w Tobie i tylko Ty możesz je zmienić. A jeśli nawet inni ludzie Cię źle traktują, to wynika to z tego, że sama wierzysz, że na to zasługujesz i nie stawiasz granic, nie sięgasz po coś lepszego. Czasem nieprzytomnie powtarzając scenariusz – przekonam osobę krytyczną i odrzucającą, że mam wartość – ale ktoś taki nie potrafi doceniać i kochać, tak jak nie potrafili tego Twoi rodzice.
– Mamy to na co jesteśmy otwarci, na co sobie zapracujemy – nie deklaracjami, ale konsekwentnymi wyborami i działaniami. To już nie jest widzimisię domowego boga-ojca, czy kapryśnej matki. To nie o opinię innych trzeba dbać jak w dzieciństwie, udobruchać by uzyskać choć nędzny ochłap tego co potrzebowaliśmy, albo zminimalizować karę. Dorosły człowiek ma wiele możliwości uzyskania tego, czego potrzebuje, ale musi robić to co działa. Oceniać skuteczność. Nadrabiać zaległości rozwojowe i nie tylko, uczyć się umiejętności, jakich mu brakuje, których w domu nigdy się nie nauczył. Czy to będzie świadomość siebie, swoich uczuć i potrzeb i nauczenie się stawiania granic, komunikacja, samodyscyplina i zarządzanie czasem czy zbudowanie zdrowego poczucia własnej wartości. Przyznanie, że z toksycznym człowiekiem nie zbudujesz zdrowej relacji, bez względu na to ile miłości mu okażesz. A by budować relacje z dojrzałymi, ciepłymi ludźmi, trzeba samemu taką się stać. A najczęściej u DDD to wymaga terapii.

To wszystko wymaga czasu. Mózg przyzwyczajony do wysokiego poziomu hormonów stresu i przykrych emocji nie potrafi żyć inaczej. Musi się oswajać z doświadczaniem tego co dobre. I Twoim zadaniem jest go tego nauczyć, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi. Nie ważne ile dobra dostaniesz od świata, jeśli nie nauczyć się tego przyjmować, to w swojej wewnętrznej narracji wszystko zmienisz na to co znasz.

Trzeba zakwestionować „prawdy” wewnętrznego krytyka. Stanąć po swojej stronie i dać sobie życzliwość jakiej nigdy nie dostałaś. Nauczyć się dostrzegać i doceniać swoją wartość. Zmieniać założenia na temat świata i Twoich możliwości. Odważyć się sięgać po szczęście, tam gdzie miałaś z tym problem – czy to będą sprawy zawodowe, czy życie prywatne. Docenić, że „po twojemu” też jest ok. Taka jaka jesteś masz wartość. I możesz przestać coś udowadniać sobie czy innym i po prostu o siebie zadbać. Dać sobie to czego potrzebujesz tu i teraz, bez żadnych warunków. I docenić to co być może od dawna dostajesz, ale odgrywając starą rolę „niegodnej”, nawet tego nie dostrzegałaś.

Wtedy naprawdę dysfunkcyjny dom zostawisz za sobą. W Twoim sercu będzie mogła zagościć radość, a w umyśle spokój. I będziesz miała więcej sił by mierzyć się z życiem takim jakie ono jest, a przecież bywa trudne. Ale o ile łatwiej iść przez życie, bez tej toksycznej kuli u nogi. Gdy błąd jest tylko błędem, z którego trzeba wyciągnąć wnioski, a nie dowodem na Twoją bezwartościowość. Gdy skrzywione spojrzenie drugiej osoby może mieć wiele przyczyn i warto porozmawiać by poznać tą prawdziwą, a nie jest dowodem na to, że coś źle zrobiłaś. Gdy czyjaś krytyka jest tylko czyjąś opinią, którą możesz się przejąć lub tylko przyjąć do wiadomości jako czyjś punkt widzenia i mieć własny. Gdy możesz dać sobie to czego potrzebujesz, bez oceniania czy zasłużyłaś, czy „powinnaś” sobie poradzić bez tego.

Nawet jeśli czasem czujesz, że nie dasz rady – dasz. Może potrzebujesz sięgnąć po pomoc, może skorzystać z innej metody, ale masz w sobie więcej siły niż sądzisz. W końcu przetrwałaś to co dla wielu niewyobrażalne.

Te wszystkie niedojrzałe mechanizmy i niezrozumiałe dla innych nawyki myślenia i działania, kiedyś ocaliły Cię i jakaś część Twojego umysłu nadal wierzy, że muszą to robić. Ale to co było pomocne w dzieciństwie, jest ograniczeniem dla dorosłego. Teraz potrzebujesz innych schematów myślowych i odmiennych strategii działań. Zmiana jednego po drugim może zająć sporo czasu, ale jest możliwa. Wtedy tą samą energię, która podtrzymywała np. opór przed zmianą, lęki czy nieadekwatne poczucie winy – będziesz mogła przekierować na budowanie takiego życia o jakim od dawna marzysz.

Gdy czasem nie masz sił i nadzieja się kończy, że kiedyś będzie naprawdę dobrze, pozwól sobie po prostu być i się w tej chwili zwątpienia wesprzeć. Czy jesteś po swojej stronie czy po stronie tych, którzy Cię odrzucali? Czy masz wartość teraz, czy dopiero gdy spełnisz własne oczekiwania? Tu i teraz jest Twoje życie i tu i teraz zasługujesz na całą miłość świata. Daj więc sobie choć własną. Nie ważne jak żyją inni, każdy krok do przodu, każdy odzyskany i uzdrowiony kawałek życia, to Twój sukces. Oznacza, że jest lepiej. I tylko to się liczy. Więc odpocznij, wstań i idź dalej. W świat lub w siebie. Tak jak tego potrzebujesz.

Napisane dla samej siebie i tych wszystkich, które przetrwały i nadal walczą.

Podziel się linkiem:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.