Inspiracje,  Osobiste

Refleksje o pomaganiu

Gdy ludzie mówią / piszą mi, że uratowałam im życie, w pierwszej chwili czuję wdzięczność, że to co robię się przydało, że zrobiłam coś dobrego.
Później jednak pojawia się refleksja – przecież zrobiłam tak niewiele… w najważniejszym momencie byłam, życzliwie wysłuchałam, podpowiedziałam.
Niekiedy tylko napisałam artykuł na swojej stronie czy blogu.

A czasem to wystarcza.

Tak sobie myślę jak ważne jest znaleźć złoty balans pomiędzy pragnieniem czy wręcz przymusem ratowania świata, a obojętnością wobec cierpienia innych.

Wiem, że nie wszystkim a wręcz niewielu mogę pomóc. Nauczyłam się rozróżniać współuzależnieniowe poczucie odpowiedzialności za innych i przymus reagowania tam gdzie nic nie zmienię, a koszt będzie spory, od zdrowej chęci pomocy tam gdzie pomóc mogę i jest to najlepsze rozwiązanie.
Skupiłam się na tym by robić to co potrafię, w sposób, który przynosi najwięcej dobra dla innych. Jednocześnie dbając o siebie i uświadamiając ile praca z innymi uczy mnie. Jest okazją i motywacją by pewne tematy w sobie uzdrowić do końca.

Gdy ktoś mnie pyta – jak dajesz sobie radę, skąd czerpiesz siłę, by słuchać o ludzkich tragediach, towarzyszyć komuś w podróży w najgłębsze mroki jego serca i duszy, odpowiadam, że to zależy jak się słucha. Gdybym robiła to jak kiedyś z poziomu wzorców ratownika, przymusów naprawy/kontroli rzeczywistości to bym naprawdę nie słuchała i tylko wywierała presje zmiany, a nie potrafiąc pomoc, rozwalałoby mnie to wewnętrznie. Gdybym robiła to z poziomu ego, by się dowartościować, by robić to co obkuty w teorię umysł „wie, że się robić powinno”, nie widziałabym naprawdę drugiej osoby ani nie dawała jej tego czego naprawdę potrzebuje.

Chcę być dla innych tą, której kiedyś nie miałam przy sobie gdy tego potrzebowałam. Nauczyłam się tego dla siebie. Nauczyłam się też dzięki pomocy, którą dostałam od innych i teraz przekazuję dalej.

Towarzyszyć w traumie, rozumieć to, czego czasem nie da się ubrać w słowa, co czasem pokazuje tylko grymas niewykrzyczanego bólu. Życzliwie i uważnie słuchać, oddzielać fakty od fałszu, dostrzegać i nazywać mechanizmy obronne i z jednej strony inspirować i zachęcać. Z drugiej rozumieć, że czasem jest trudno, a czasem w danej chwili się nie da i to też jest ok. Powtarzać, że będzie lepiej, że na niebie znów mogą pojawić się gwiazdy, gdy od tak dawna widać tylko ciemność, ale tylko my możemy zrobić to co trzeba by zmiana nastąpiła. Pomagać odkryć, że relacja z drugim człowiekiem może przynieść coś innego niż odrzucenie i ból, że można być traktowanym z szacunkiem i życzliwością, więc te różne oczywistością na nasz temat nie są koniecznie prawdziwe. Więc może z innymi ludźmi też się uda…

Wiem, że jestem tylko narzędziem w procesie uzdrowienia.

Od dawna pracuję nad tym by przyciągać ludzi, którzy są do uzdrowienia gotowi, potrzebują tylko wsparcia i nad tym by być otwarta na wyższe prowadzenie. I wtedy dzieje się „samo”. Dzieje się przeze mnie, a gdy widzę efekty czuję wdzięczność, że mogłam być częścią tego procesu.

A jednocześnie choć słowa podziękowań i docenienia są miłe, to gdy słyszę, że w danym momencie czyjegoś życia, a niekiedy i przez całe życie, byłam jedyną osobą, która dla tej osoby była życzliwa, to pojawia się też współczucie i smutek. Jak świadczy to o naszym świecie, że tak mało sobie dajemy zwykłej życzliwości. Patrzę na cudowną osobę, którą mam przed sobą i zastanawiam się jak to możliwe, że nikt inny tego w niej nie dostrzegł. Ale przecież wiem jak to działa i że trzeba wpierw dać docenienie sobie.

I uczę się pokory, bo z boku wydaje mi się, że przecież wystarczy by… i chciałabym poprowadzić drogą na skróty, ale wiem, że każdy musi uporać się ze swoimi demonami w swoim tempie. I tylko kibicuję po cichu.

Więc następnym razem znów jestem dla drugiej osoby, całkowicie obecna, skupiona i gotowa na kolejny odcinek niezwykłej podróży.

Aż przestanę być potrzebna a druga osoba zrozumie, że uratowała samą siebie, że wszystko czego potrzebowała zawsze było w niej. Jednocześnie otwierając się na by dostawać to co najlepsze, ze wszystkich stron.

Nie każdy musi pomagać zawodowo.

Ale każdy może wnosić wiele dobra do świata i życia ludzi wokół siebie. Czasem wystarczy dobrze wykonywać swoją pracę i być życzliwym dla innych. Nigdy nie wiesz, czy to co powiesz, nie jest najmilszą rzeczą, jaką ten człowiek usłyszał danego dnia, roku a może i całego życia.

Taka refleksja mnie dzisiaj naszła i postanowiłam się nią z Wami podzielić.

Największym darem dla drugiego człowieka jest człowiek o otwartym sercu. A najlepszym co możemy dla siebie zrobić, to się na samych siebie i dobro w innych otworzyć.

Podziel się linkiem:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.