Archiwum z facebooka,  Inspiracje

Złość

Jeden z tematów, które wiele osób chciało by pominąć w terapii i na swojej drodze rozwoju, przechodząc do poziomu całkowitej tolerancji i miłości do wszystkich.

Najczęściej są to kobiety, którym wg kodów społecznych „nie wypada” i „piękności szkodzi” (bo każdy argument jest dobry by się osoba podporządkowana systemowi nie buntowała). Mogą być to też osobiste decyzje: „nie będę draniem jak ojciec” czy „furiatem jak matka”, identyfikując źródło problemu w złości jako takiej. I dziwią się potem, że nie potrafią stawiać granic, gdy pomoc komuś zmieniła by się w nadmierne poświęcenie, gdy ktoś przekracza nasze granice i delikatne „dawanie mu do zrozumienia”, że sprawia nam przykrość, nie działa. Że nie potrafią zadbać o siebie, albo ulegają innym, albo sami kładą sobie kłody pod nogi nie mając odwagi i siły sięgnąć po to czego pragną.

Przekonani, że wolni od gniewu kierują się czystą miłością do innych, nawet nie zauważyli, że po prostu przekierowali cały gniew na siebie i siebie traktują z bezwzględną podłością. A wykorzystane do tego poczucie winy (bo trzeba wziąć winę na siebie by zmienić kierunek złości), zaczyna żyć własnym życiem przyjmując coraz bardziej autodestrukcyjną formę. Uniemożliwia to też racjonalne reagowanie na sytuację, szukanie realnych rozwiązań, bo zawsze czujemy się winni, inaczej musielibyśmy się skonfrontować ze złością, a ona, odrzucana od lat przeraża. Można też przekierować złość na obiekt zastępczy, walczyć z wiatrakami czy „oficjalnym” sprawcą naszych nieszczęść, który dziwnym trafem jest osobą nie odpowiedzialną (w całości) za te nieszczęścia, ale w jakiś sposób bezpieczną – albo jest to społecznie akceptowalne by z nią walczyć (rząd, instytucje itp.), albo nie potrafi się obronić i nas za tą złość nie odrzuci (np. dziecko).

Możemy wpaść w depresję, kumulować w ciele coraz więcej napięcia i chodzić podminowani, SŁUSZNIE mając pretensje o jakieś pierdoły ( bo przecież ciągłe niezadowolenie i trucie to nie złość… ). Jeśli tłumienie złości doprowadziliśmy do perfekcji, to widzimy wrogość w całym świecie, tylko nie w sobie. Stając się coraz większymi neurotykami. Im więcej złości w nas, tym bardziej mili i dobrzy staramy się być (to głównie kobieca wersja) i tym bardziej nam nie wychodzi.

Nie radzimy sobie ze złością innych, zwłaszcza dzieci, ich sprzeciw traktujemy jako coś, co uderza w nas, a jednocześnie przyciągamy do siebie osoby, które nadużywają złości, nieświadomi, że oboje mamy ten sam problem – tylko „nie radzimy” sobie z nim w odmienny sposób. Im bardziej my złość tłumimy, tym bardziej ludzie wokół nas czują potrzebę jej wyrażania „za nas”. A że poczucie winy domaga się kary, to prosty przepis na przemocowe związki. I zamiast sami się obronić, próbujemy przekonać świat, że to inni są źli a my dobrzy, by świat ich ukarał i zrobił z naszym życiem porządek. Wzięcie odpowiedzialności za samodzielne zadbanie o siebie wymagało by przyznania – tak czuję złość, tego mam dość, więcej nie pozwolę i działać pomimo niezadowolenia innych, a jak to by o nas świadczyło…

Dlatego pozwolenie sobie na złość, zintegrowanie jej i nauczenie się jak rozumieć przekaz w niej zawarty, wykorzystać jej energię, jednocześnie nie działając pod wpływem złości, jest niezbędne zarówno dla zbudowania i bronienia swoich granic, ale też dla zdrowego funkcjonowania zarówno w życiu jak i w relacjach. W gniewie jest coś świętego. Moc i prawda dostępna, gdy oczyścimy różne kody i rojenia na ten temat.

Wiele cennych uwag na ten temat znajdziecie w poniższym filmiku:

Podziel się linkiem:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.