Inspiracje,  Osobiste

Droga ku harmonii

Odkąd pamiętam moim priorytetem był rozwój i nauka. Praca nad sobą i rozwój wiedzy i świadomości pochłaniały większość mojego czasu i zasobów. Nie przywiązywałam większej uwagi ani do wyglądu mieszkania, ani stroju własnego. Ubranie kosztujące więcej niż książka wydawało mi się marnotrawstwem pieniędzy. W tych sferach robiłam to co absolutnie trzeba i nic poza tym.

Od jakiegoś czasu pracuję nad sobą całościowo.

Nastawiłam się bardziej na docenianie życia i dbanie o nie na wszystkich płaszczyznach. Zamiast skupiać tylko na doleczaniu kolejnych warstw traumy i przerabianiu ograniczeń podświadomości samych w sobie, postanowiłam ćwiczyć przenoszenie stosowanych technik na materię, by otworzyć się na to by było lepiej, łatwiej i przyjemniej na każdym obszarze.

Wiązało się to przede wszystkim z pracą na poziomie blokad energetycznych w ciele. Szamańskimi podróżami w celu odszukania utraconych części siebie. Uszanowaniem potrzeb, które do tej pory bagatelizowałam jako przyziemne i nieistotne. Odcinaniem się energetycznym od ludzi, którzy niby już odeszli z mojego życia, ale emocjonalnie mieli na nie stanowczo za duży wpływ.

W rezultacie ostatnie tygodnie to dla mnie droga małych kroków. Konsekwentne ulepszanie przestrzeni wokół siebie i pozwalanie sobie na inne wybory zakupowe i życiowe.

Zaczęłam się tym cieszyć, bawić. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Niektóre pomysły pojawiły się i zostały zrealizowane od razu, inne dojrzewają i wymagają też więcej czasu i nakładów, ale uznałam już ich wartość, więc je zrealizuję.

Zaczęłam dbać o siebie na różnych płaszczyznach.

Nie odkładać tego na bliżej nieokreślone „kiedyś”, ale uznać to za część życia. Tu musiałam się zmierzyć z przyzwyczajeniem, że zawsze było coś istotniejsze od moich potrzeb. Rozprawić z czasem bardzo racjonalnie brzmiącymi, ale zupełnie niedziałającymi z punktu widzenia tego jak funkcjonuje motywacja u człowieka, przekonaniami, że trzeba wpierw zapracować, że musi być idealnie by móc odpocząć itp. Odkąd uznałam, że czas na dbanie o siebie jest teraz i mogę to robić bez traktowania tego jako szaleństwo oraz, że pewne obowiązki zamiast z przymusem, robię jako wyraz zaspokojenia swoich potrzeb – moje dochody wzrosły bo podświadomości zaczęło się chcieć zarabiać więcej – ma w tym konkretną i namacalną korzyść tu i teraz.

Pozwoliłam sobie eksperymentować także z tym co było przekraczaniem mojej strefy komfortu związanej z chęcią rozumienia wszystkiego. Zaczęłam doceniać to jak się przejawiam i przeżywam świat zamiast w to powątpiewać i z tym walczyć. Dzięki temu mogłam rozwinąć się.

Pozwoliłam sobie bardziej szanować moje uczucia i znalazłam odwagę by wyrażać je także w tematach, w których wcześniej uważałam, że „nie ma sensu”, bo nikt nie zrozumie mojego „przewrażliwienia”. Okazuje się, że wiele osób rozumie a ja czuję się lojalna wobec siebie.

Zaniedbywane przez lata dziedziny wymagają sporo prac i uwagi

a ja często nie wypracowałam umiejętności by się nimi zajmować. Daję sobie więc czas i się nie pospieszam. Obejmuję z miłością także moją bezradność i lenistwo. I z każdą chwilą czuję się coraz bardziej sobą i w jakimś sensie coraz bardziej dorosła. Jakby dopiero teraz stanęła mocno na nogach i dostrzegła, że jestem silna i mam wybór – mogę sama (bezpośrednio) zaspokajać WSZYSTKIE moje potrzeby, bez oglądania się na pozwolenie czy aprobatę innych.

Im bardziej dbam o siebie, tym więcej dobrego mam do zaoferowania innym.

Im więcej mam miłości i zrozumienia dla siebie, tym więcej czuję je wobec innych.

Wbrew temu czym mnie straszono kiedyś, nie stałam się, myślącą TYLKO o sobie, podłą egoistką. Choć na pewno biorąc odpowiedzialność za zaspokojenie moich potrzeb jestem zdrową egoistką i łatwiej mi stawiać granice cudzym oczekiwaniom.

Mam więcej sił i energii, ale też odsłoniły się kolejne tematy do uzdrowienia. Mam jednak więcej mocy i zasobów by się z nimi zmierzyć.

Efektem ubocznym jest, że ostatnio bardziej mam ochotę zamieszczać info o pysznym obiedzie niż głębokich refleksjach, ale właśnie takimi małymi cudami się ostatnio cieszę.

…. I nową zupełnie mi nie niezbędną, ale cudną sukienką w kwiaty, którą sobie dziś kupiłam 🙂

Jeszcze się oswajam ze zmianami, jeszcze mózg uderza w lękowe tony – a czy to się dobrze skończy, a czy nie ZA BARDZO o siebie dbasz? Wszak w narcystycznym domu, za dbanie o siebie zawsze czekała kara. Ale jak ja nie zadbam o siebie, to kto to zrobi? Świat daje nam szanse i możliwości, ale trzeba po nie sięgnąć, sobie na nie pozwolić.

Tak więc pozwalam, dbam, cieszę się i obserwuję.

I mało obszernie postuję, za to życie degustuję 🙂 Wybaczcie, priorytety 😀

Udanych wakacji i wielu przyjemnych doznań dla Was wszystkich!

Podziel się linkiem:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email

Jeden Komentarz

  • Ana

    Jakbym czytała osobie… Miałam potrzebę ciągłego naprawiania siebie i zrozumienia. Uczę się odpuszczać. W moim narcystycznym domu wygląd był ważny – kobieta musi być zadbana, bo to wstyd wyjść na ulicę bez makijażu i ułożonych włosów. Ciągle rozmowy o wyglądzie innych, siwych włosach, kto przytył i jak można się tak zapuścić. Wrrrr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.